Reaktor dla czatu: wielkie kontrakty energetyczne Big Techu i ich kontrowersje

Reaktor dla czatu: wielkie kontrakty energetyczne Big Techu i ich kontrowersje

Elektrownia jądrowa Three Mile Island w Pensylwanii zapisała się w historii jako miejsce największej awarii jądrowej w Stanach Zjednoczonych. We wrześniu 2024 roku jej właściciel, spółka Constellation Energy, ogłosił plany uruchomienia pierwszego bloku elektrowni na nowo — a powodem nie była polityka klimatyczna rządu, lecz apetyt jednego klienta. Microsoft podpisał dwudziestoletnią umowę na zakup energii z reaktora, aby zasilony nim prąd pokrywał zużycie centrów danych firmy. Transakcja stała się symbolem nowego rozdziału w relacjach branży technologicznej z energetyką: giganci sztucznej inteligencji przestali czekać na sieć i zaczęli kupować atom bezpośrednio.

Dlaczego AI sięgnęła po atom

Modele generatywne wymagają energii stabilnej, dostępnej całą dobę, przez wiele lat — a dokładnie taką obietnicę składa energetyka jądrowa. Tymczasem amerykańska sieć przeciągnięta jest do granic możliwości, a kolejki nowych przyłączy dla centrów danych liczone są w latach. W tej sytuacji wielkie korporacje zaczęły zawierać porozumienia, które jeszcze niedawno wydawały się nieprawdopodobne: od restartów zamkniętych reaktorów po zamówienia flot małych modułowych reaktorów u producentów, których technologia dopiero wchodzi do użytku. Energetyka jądrowa daje im dodatkowo argument wizerunkowy — prąd bez emisji dwutlenku węgla, wspierający firmowe zobowiązania klimatyczne.

Powrót na Three Mile Island

Porozumienie Microsofta i Constellation zapowiada wznowienie pracy bloku pierwszego — oddzielnego obiektu względem reaktora, którego częściowe stopienie w 1979 roku wstrząsnęło przemysłem — pod nową nazwą Crane Clean Energy Center. Jak podała agencja Reuters, inwestycja wymaga około 1,6 miliarda dolarów na odtworzenie turbin, generatorów i układów chłodzenia, a prąd miałby płynąć w 2028 roku, po pozytywnej ocenie federalnej komisji regulacyjnej NRC. Blok zamknięto w 2019 roku wyłącznie z powodów ekonomicznych; teraz dekadowy kontrakt czyni jego powrót opłacalnym. To pierwszy tego rodzaju restart w historii amerykańskiej energetyki jądrowej i zarazem największa umowa zakupu energii, jaką Constellation kiedykolwiek zawarła.

Floty małych reaktorów i spór o podłączenia

Konkurencja ruszyła równolegle. Google w październiku 2024 roku podpisało z firmą Kairos Power przełomowe porozumienie na zakup energii z serii małych modułowych reaktorów o łącznej mocy do 500 megawatów, z pierwszym uruchomieniem planowanym na 2030 rok — jak informował Reuters, chodzi o sześć lub siedem reaktorów, których budowa dopiero się zaczyna. Amazon rozszerzył natomiast współpracę z operatorem elektrowni Susquehanna: jak podało World Nuclear News, umowa obejmuje dostawy do 1920 megawatów aż do roku 2042 oraz wspólne poszukiwanie lokalizacji dla nowych reaktorów modułowych. Ta ostatnia droga okazała się jednak wyboista — federalna komisja FERC większością głosów odrzuciła jesienią 2024 roku wniosek o zwiększenie bezpośredniego poboru prądu przez centrum danych Amazona przy elektrowni, argumentując niewystarczającym uzasadnieniem operatora sieci. Spór trafił do sądu odwoławczego, a strony przeszły ostatecznie na model dostaw przez publiczną sieć.

Kto ponosi koszty rewolucji

Kontrowersje dotyczą przede wszystkim pieniędzy i rzetelności rynku energetycznego. Przeciwnicy układów kooperacyjnych, między innymi sąsiednie przedsiębiorstwa dystrybucyjne, twierdzili wobec FERC, że bezpośrednie przyłącza gigantycznych odbiorców mogą przenosić koszty utrzymania sieci na zwykłych odbiorców. Obrońcy odpowiadają, że wielcy klienci finansują utrzymanie elektrowni, które bez takich kontraktów zostałyby zamknięte, jak niemal stało się z blokiem na Three Mile Island. Sceptyczni komentatorzy zwracają też uwagę na ryzyko odwrotne: gdy kontrakty wygasną albo technologie modułowe okażą się droższe niż obiecano, społeczności pozostaną z infrastrukturą i zobowiązaniami, których korzyści wywieziono gdzie indziej. Nie bez znaczenia jest wreszcie symbolika — elektrownia znana z historycznej awarii ma znowu pracować dla potrzeb czatbotów.

Między klimatem a zaufaniem publicznym

Stan regulacji pozostaje płynny: komisja jądrowa NRC musi jeszcze zatwierdzić restart pensylwańskiego bloku, a FERC dopracowuje zasady przyłączeń dużych odbiorców do elektrowni. Zwolennicy technologii podkreślają, że energia atomowa pozwala zasilać centra danych bez spalania gazu i bez obciążeń, jakie turbiny w Memphis czy inne rozwiązania tymczasowe nakładają na okoliczne społeczności. Przyszłość pokaże, czy dekadowe umowy okażą się fundamentem transformacji, czy raczej luksusowym przywilejem kilku korporacji, które potrafiły zagwarantować sobie prąd, gdy inni czekają w kolejce do sieci.

Umowy Big Techu z sektorem jądrowym zmieniają energetykę szybciej, niż zrobiłaby to jakakolwiek polityka klimatyczna ostatnich lat — ale kierunek tych zmian nie jest przesądzony. Jeśli regulatorzy zadbają o uczciwe rozliczanie kosztów sieci i realne udziały społeczności, atom dla sztucznej inteligencji może być elementem rozsądnej transformacji. Jeśli jednak decyzje podejmowane będą w ciszy zarządów, kraj może otrzymać system energetyczny projektowany pod potrzeby kilku graczy — z rachunkiem wystawianym wszystkim pozostałym.

Więcej w tym temacie

Czytaj dalej

Dublin mówi stop: moratorium na centra danych i kryzys sieci

Dublin mówi stop: moratorium na centra danych i kryzys sieci

130 miliardów dolarów zablokowanych: społeczny opór wobec centrów danych AI

130 miliardów dolarów zablokowanych: społeczny opór wobec centrów danych AI

Zużycie energii przez AI: ukryty koszt rewolucji algorytmicznej

Zużycie energii przez AI: ukryty koszt rewolucji algorytmicznej

AI a kryzys sieci energetycznych: gdy centra danych duszą lokalne sieci

AI a kryzys sieci energetycznych: gdy centra danych duszą lokalne sieci