Podrobiony styl: artyści kontra imitacje ich ręki w generatorach obrazów

Podrobiony styl: artyści kontra imitacje ich ręki w generatorach obrazów

Moment Ghibli: kiedy styl stał się globalnym memem

Pod koniec marca 2025 roku OpenAI udostępniło w ChatGPT nowe narzędzie generowania obrazów i w ciągu kilku dni internet zalały przerobione na styl japońskiego studia Ghibli selfie, memy i zdjęcia polityków. Jak relacjonował Reuters, fala ta przyniosła rekordowy wzrost aktywności użytkowników, a szef OpenAI Sam Altman przyznawał, że zapotrzebowanie dosłownie „topi karty graficzne” firmowych serwerów. Moda, ochrzczona szybko mianem „ghiblifyzacji”, pokazała coś istotnego: imię legendarnego studia wystarczyło, by miliony ludzi masowo produkowały obrazy w cudzej estetyce.

Reakcja była gorzka. W sieci natychmiast wrócył nagranie z 2016 roku, w którym Hayao Miyazaki, współzałożyciel studia, komentując demonstrację animacji stworzonej przez maszynę, powiedział, że „mocno czuje, że to obraza samego życia”. Samo studio Ghibli pozostało wobec trendu w dużej mierze milczące — jak podała japońska telewizja NHK, rozeszły się fałszywe „ostrzeżenia prawne”, które studium zdementowało, ale oficjalnego stanowiska o narzędziu OpenAI nie wydało. Epizod ten na nowo postawił pytanie, na które prawo autorskie nie ma dziś jasnej odpowiedzi: czyj jest styl?

Prawo zna dzieła, ale nie zna ręki

W amerykańskim — i co do zasady także europejskim — rozumieniu prawa autorskiego styl nie podlega ochronie. Chronione są konkretne utwory: obrazy, kadry, projekty, ale nie sposób malowania ani charakterystyczna paleta. Generator przeszkolony na milionach obrazów potrafi więc wiernie odtworzyć „rękę” ilustratora bez kopiowania żadnej pojedynczej pracy, a twórca zostaje bez narzędzia prawnego, choć rynek właśnie się pod nim zamknął. To luka, którą najlepiej widać na losach polskiego artysty.

Grzegorz Rutkowski, ilustrator znany ze prac do gry Dungeons & Dragons, stał około 2022 roku jednym z najczęściej wpisywanych nazwisk w prompty generatorów obrazów — jak opisał to MIT Technology Review, jego styl dominował wtedy wygenerowaną sztukę, ku jego niezgodzie. Tysiące obrazów sygnowanych jego nazwiskiem, których nigdy nie namalował, zalało sieci i platformy dla twórców, grożąc rozmyciem tego, co stanowi o wartości jego portfolio. Rutkowski dołączył później do zbiorowego pozwu artystów przeciw firmom tworzącym generatory.

Pozew, który testuje granice prawa

Pozew znany jako Andersen przeciwko Stability AI został wniesiony w styczniu 2023 roku do federalnego sądu w północnej Kalifornii przez rysowarkę Sarah Andersen wraz z Kelly McKernan i Karlą Ortiz, a w toku sprawy grupa powodów poszerzyła się między innymi o Rutkowskiego. Artyści zarzucają Stability AI, Midjourney i DeviantArt kopiowanie ich prac — pochodzących ze zbioru danych LAION obejmującego miliardy par obraz–opis — do treningu modeli bez zgody i wynagrodzenia.

Sprawa przeszła już kilka rund prób jej umorzenia. Jak odnotowują śledzący procesy prawnicy, latem 2024 roku sędzia William Orrick pozwił iść naprzód zarzutom bezpośredniego naruszenia praw autorskich poprzez sam trening oraz roszczeniom z amerykańskiej ustawy Lanham, które traktują generowanie obrazów „w stylu” konkretnego artysty jako wprowadzające klientów w błąd co do autorstwa. Odrzucono za to część zarzutów dotyczących informacji o zarządzaniu prawami. Warto dodać, że Midjourney już dwa tygodnie po wniesieniu pozwu usunęło ze swojej strony poradę, by wywoływać w promptach nazwiska charakterystycznych twórców — na liście przykładów figurował akurat Rutkowski. Równoległy proces prowadzi też agencja Getty Images, oskarżając Stability AI o skopiowanie milionów jej fotografii.

Co mogą zrobić twórcy

Dopóki ustawodawcy milczą, artyści bronią się dostępne środki. Coraz więcej ilustratorów rezerwuje swoje nazwiska jako znaki towarowe w dziedzinach, gdzie działa ich marka, bo to właśnie tamtejsze roszczenia z tytułu wprowadzenia w błąd okazują się skuteczniejsze niż klasyczne prawo autorskie. Inni publikują deklaracje zakazu trenowania na ich pracach, korzystają z technicznego pliku robots.txt, oznaczają portfolio metadanymi albo wybierają platformy, które gwarantują brak pobierania obrazów do treningu. Klienci i firmy zamawiające grafiki mogą z kolei w umowach zastrzegać, że prace nie zostaną wykorzystane do uczenia maszyn i żądać oświadczeń o legalnym pochodzeniu danych treningowych u dostawców narzędzi.

Konkluzja jest pesymistycznie realistyczna: fala „ghiblifyzacji” dowiodła, że imię artysty bywa silniejszym magnesem niż jego dzieło, a obecne prawo chroni dzieło, lecz nie człowieka, który je tworzy. Rozstrzygnięcia zapadające kolejno w amerykańskich sądach — od sporu artystów z Stability AI po batalię mediów z firmami językowych modeli — dopiero wytyczą granicę między inspiracją a eksploatacją cudzej wrażliwości artystycznej.

Czytaj dalej

Deepfake w sądzie: gdy fałszywe nagranie staje się dowodem

Deepfake w sądzie: gdy fałszywe nagranie staje się dowodem

Znaki wodne i metadane C2PA nie ochronią Cię przed fałszywką

Znaki wodne i metadane C2PA nie ochronią Cię przed fałszywką

Quishing: phishing, który chowa się za kodem QR

Quishing: phishing, który chowa się za kodem QR

Fabryka uczuć: gdy oszuści używają sztucznej inteligencji do budowania zaufania

Fabryka uczuć: gdy oszuści używają sztucznej inteligencji do budowania zaufania