Wojna obrazów: generatywna propaganda na froncie informacyjnym

Wojna obrazów: generatywna propaganda na froncie informacyjnym

Obraz przestał być dowodem

Przez dekady nagranie z pola walki traktowano jako najtwardszy materiał dziennikarski. Generatywna sztuczna inteligencja zmieniła tę równowagę: w kilka sekund można dziś wytworzyć przekonujący kadr płonącego okrętu, zniszczonej dzielnicy cywilnej czy przemówienia polityka, którego nigdy nie wygłosił. Koszt takiego fałszerstwa spadł niemal do zera, a tempo publikacji wielokrotnie przewyższa możliwości osób weryfikujących. Wojna toczy się więc równolegle w dwóch wymiarach: na froncie oraz w strumieniach obrazów, które karmią media społecznościowe i kształtują opinię publiczną na całym świecie.

Mechanizm zagrożenia opiera się na prostej prawidłowości. W pierwszych godzinach kryzysu ludzie boją się i łaknią informacji, a sprawdzone dane docierają z opóźnieniem. Jak opisywał Euronews za Marcem Owenem Jonesem, profesorem analizy mediów z Northwestern University w Katarze, tę próżnię natychmiast wypełniają spreparowane materiały, które „błyskawicznie się rozchodzą i wprowadzają w błąd miliony ludzi”.

Deepfake Zełenskiego: punkt zwrotny

Za symboliczny początek tej ery uznaje się 16 marca 2022 roku. Jak udokumentował laboratorium DFRLab, prorosyjscy sprawcy włamali się wtedy do ukraińskiego serwisu informacyjnego i opublikowali nagranie, w którym fałszywy prezydent Wołodymyr Zełenski ogłasza rezygnację i wzywa armię do poddania się. Materiał był technicznie prymitywny, ale rozniosła go platforma Telegram; ten sam komunikat pojawił się również w pasku zhakowanej stacji Ukraine 24. Kilka godzin wcześniej sieć obiegło sfałszowane wystąpienie Władimira Putina o rzekomym „pokoju z Ukrainą”, o czym pisał Tygodnik Powszechny. Oba nagrania okazały się fałszywe, a lekcja z nich jest czytelna: operacja informacyjna nie musi nikogo przekonać na długo. Wystarczy wpłynąć na pierwszą, najgorętszą falę emocji.

Gaza i Iran: fale syntetycznych kadrów

Podobny schemat wracał w kolejnych konfliktach. Agencja Associated Press zwracała uwagę na rosnącą liczbę materiałów generowanych algorytmami podczas wojny Izraela z Hamasem, a portal CyberDefence24 opisywał zdjęcia zakrwawionych niemowląt w Strefie Gazy oraz zwęglonych zwłok dziecka, które zebrały miliony odsłon, po czym okazały się wygenerowane — zdradzały je wygięte pod dziwnym kątem palce i nienaturalnie gładka skóra. Celem była polaryzacja: obrazy dzieci oddziałują na psychikę odbiorców silniej niż inne i wykorzystywały je obie strony konfliktu.

Wojna z Iranem pokazała kolejny etap eskalacji. Euronews opisywał nagrania, które miały ukazywać płonący na morzu amerykański lotniskowiec USS „Abraham Lincoln”, oraz serie wygenerowanych obrazów wyolbrzymiających irańskie sukcesy militarne — prawdopodobnie po to, by zwiększyć presję państw Zatoki Perskiej na deeskalację. Krążyły też fałszywe pogłoski o śmierci Benjamina Netanjahu. Skalę zjawiska potwierdziły nawet same redakcje: według śledztwa Deutsche Welle sztucznie wygenerowane zdjęcia z tego konfliktu wprowadziły w błąd międzynarodowe media, łącznie z własną redakcją DW. Brytyjska organizacja Full Fact wykazała w jednym zestawieniu co najmniej piętnaście nagrań opatrzonych fałszywym opisem i osiem obrazów stworzonych przez AI, publikując sprostowania siedemnastu najbardziej wiralowych wpisów.

Państwowe farmy propagandy

Za pojedynczymi fałszerstwami stoją zorganizowane operacje wpływu. Analitycy DFRLab wspólnie z zespołem BBC Verify zbadali największą dotąd znaną kampanię na TikToku: tysiące filmów w siedmiu językach oskarżających ukraińskie kierownictwo o korupcję, z narracją lektorską wygenerowaną przez sztuczną inteligencję, która maskowała akcent autorów i utrudniała ustalenie pochodzenia nagrań. Rosyjska kampania Doppelganger, jak ustaliło przedsiębiorstwo analityczne Recorded Future, sięgała po modele językowe do pisania całych artykułów na stronach podszywających się pod zachodnie serwisy. Z kolei operacja STOIC, opisana przez OpenAI i amerykańską stację GBH, generowała teksty i komentarze fałszywych kont, by potajemnie wpływać na debatę Amerykanów o Gazie. Warto przy tym odnotować ocenę DFRLab: mimo potężnych narzędzi tradycyjne metody — wyrwanie starego nagrania z kontekstu i jego podkręcenie botami — pozostają skuteczniejsze niż obrazy tworzone od zera.

Skutki sięgają dalej niż pojedynczy fejk

Pierwszym skutkiem jest zniekształcony obraz wojny: zmyślone zwycięstwa i wykreowani bohaterowie wpływają na nastroje społeczeństw, a pośrednio także na decyzje polityczne. Drugim — przewaga tempa. Według Jonesa fałszywe treści rozchodzą się w sieci nawet dziesięć razy szybciej niż rzetelne informacje, a sprostowania rzadko osiągają porównywalny zasięg. „Oburzenie popycha ludzi do udostępniania, zanim w ogóle dojdzie do weryfikacji” — tłumaczy badacz. Trzecim skutkiem jest erozja zaufania: gdy wiadomo, że każdy kadr może być zmyślony, odbiorcy zaczynają odrzucać także autentyczne dokumentacje zbrodni, co propagandzie odpowiada najlepiej.

Regulacje dopiero wchodzą na front

Unia Europejska próbuje uporządkować tę przestrzeń pierwszym na świecie prawnie wiążącym systemem oznaczania syntetycznych mediów. Od 2 sierpnia 2026 roku stosuje się art. 50 unijnego aktu o sztucznej inteligencji: twórcy głębokich fałszerstw publikowanych publicznie muszą je wyraźnie oznaczać, a dostawcy modeli wbudowywać w materiały niewidoczne dla oka znaczniki maszynowe. Dla systemów obecnych na rynku przed tą datą przewidziano okres przejściowy do 2 grudnia 2026 roku, a za brak zgodności grożą kary sięgające 15 milionów euro lub 3 procent światowego obrotu firmy. Egzekwowanie tych zasad wobec operacji prowadzonych spoza Unii pozostaje jednak pytaniem otwartym — a to właśnie tam rodzi się większość wojennych fałszerstw.

Jak nie stać się ogniwem operacji

Obronę zaczyna się od nawyków. Dramatyczny obraz bez wskazanego autora i daty powinien budzić czujność zamiast wzruszenia; pomocna bywa wyszukiwarka odwrotna i zajrzenie w historię konta, które materiał opublikowało. Warto czekać na potwierdzenie agencji prasowej lub organizacji weryfikacyjnej — AFP Fact Check, DFRLab czy Full Fact dokumentują wojenne fałszerstwa na bieżąco. Najważniejsza jest jednak zmiana nastawienia, którą Jones ujął w jedno zdanie: sam fakt, że coś wygląda wiarygodnie, nie jest już dowodem, że takie jest. W wojnie obrazów zwycięzcą zostaje ten, kto potrafi chwilę poczekać, zanim naciśnie przycisk udostępniania.

Więcej w tym temacie

Czytaj dalej

Farmy botów wracają do wyborów: raporty o operacjach wpływu generowanych przez AI

Farmy botów wracają do wyborów: raporty o operacjach wpływu generowanych przez AI

AI a manipulacja wyborcza: jak algorytmy kształtują kampanie 2026

AI a manipulacja wyborcza: jak algorytmy kształtują kampanie 2026

Deepfake w sądzie: gdy fałszywe nagranie staje się dowodem

Deepfake w sądzie: gdy fałszywe nagranie staje się dowodem

Znaki wodne i metadane C2PA nie ochronią Cię przed fałszywką

Znaki wodne i metadane C2PA nie ochronią Cię przed fałszywką