Ustawa Elvisa: stan Tennessee chroni głos muzyków przed klonowaniem
Piosenka, która wstrząsnęła przemysłem muzycznym
Wiosną 2023 roku anonimowy twórca ukrywający się pod pseudonimem ghostwriter977 wrzucił do sieci utwór „Heart on My Sleeve”, w którym syntetyczne głosy Drake’a i The Weeknd zaśpiewały o Selenie Gomez. Nagranie rozeszło się wirusowo po TikToku i trafiło na platformy streamingowe, zbierając w krótkim czasie dziesiątki milionów odsłuchów — a żaden z dwóch artystów nie miał z nim nic wspólnego. Jak relacjonowały Billboard i NBC News, Universal Music Group doprowadziło do usunięcia utworu ze Spotify, Apple Music, Deezer czy Tidal, a w oświadczeniu dla prasy nazwało zjawisko połączeniem deepfake’ów, oszustwa i odbierania artystom należnego wynagrodzenia.
Epizod pokazał coś, czego prawo nie przewidywało: głos człowieka da się sklonować na tyle wiernie, że słuchacze — i algorytmy serwisów — biorą podróbkę za autentyczne nagranie. Dotychczasowe przepisy o wizerunku chroniły nazwisko, zdjęcie i podobiznę, ale nie samo brzmienie głosu, zwłaszcza gdy podróbka powstała od zera, bez kopiowania konkretnego nagrania.
Pierwsza ustawa o ochronie głosu przed maszyną
Odpowiedź przyszła ze stanu, który uchodzi za stolicę amerykańskiej muzyki. 21 marca 2024 roku gubernator Tennessee Bill Lee podpisał w nashvillskim klubie Robert’s Western World ustawę Ensuring Likeness Voice and Image Security Act, w skrócie celowo nazwaną ELVIS Act — na cześć najbardziej ikonicznego głosu w historii. Jak podało Music Business Worldwide, projekt poparły jednogłośnie obie izby stanowego parlamentu, a w życie wszedł 1 lipca 2024 roku.
Ustawa nowelizuje stanową ustawę o ochronie praw osobistych z 1984 roku, dodając „głos” do katalogu chronionych dóbr obok imienia, fotografii i podobizny. Kluczowe jest szerokie rozumienie tego pojęcia: obejmuje ono także symulacje głosu generowane przez maszyny, czyli dokładnie te sytuacje, w których ktoś tworzy brzmienie „na kogoś” bez jego zgody. Poszkodowani mogą żądać zaprzestania naruszenia, zniszczenia materiałów oraz odszkodowania wraz z zyskami uzyskanymi dzięki naruszeniu, a prawa do sądu otrzymały także wytwórnie i dystrybutorzy działający w imieniu artystów.
Co istotne dla branży technologicznej, ustawa wprowadza odpowiedzialność pośrednią. Odpowie nie tylko ten, kto bezpośrednio posłuży się cudzym głosem, ale też platforma udostępniająca taką podróbkę ze świadomością jej nieautoryzacji oraz twórca narzędzia, którego głównym celem jest produkcja głosu lub wizerunku konkretnej, identyfikowalnej osoby. To znacznie szerszy standard niż dotychczasowe przepisy reklamowe, które chroniły wizerunek tylko w kampaniach komercyjnych.
Branża muzyczna pcha przepisy dalej
Tennessee nie działa w próżni. Za ustawą stała szeroka koalicja środowiska muzycznego — kampania Human Artistry Campaign, zainaugurowana na początku 2023 roku przez ponad czterdzieści organizacji, w tym zrzeszający wytwórnie Recording Industry Association of America oraz Recording Academy. Jak przekazywały branżowe serwisy, prezes RIAA Mitch Glazier uczestniczył osobiście w ceremonii podpisania, a kampania ogłosiła ustawę momentem przełomowym w obronie przed nieautoryzowanymi deepfake’ami i klonami głosów. Stawką jest realna gospodarka: według biura gubernatora sektor rozrywkowy Tennessee utrzymuje ponad sześćdziesiąt tysięcy miejsc pracy.
Paralelnie toczone są prace na poziomie federalnym. W Senacie zaproponowano akt NO FAKES, który miałby zakazać produkowania i rozpowszechniania nieautoryzowanych cyfrowych sobowtórów osób w nagraniach dźwiękowych i wizyjnych, przewidując wyjątki dla swobody wypowiedzi, parodii i dzieł dokumentalnych. W Izbie Reprezentantów grupa parlamentarzystów obu partii wniosła z kolei akt No AI FRAUD, budujący podstawy federalnej ochrony wizerunku i głosu. Żaden z tych projektów nie został jeszcze uchwalony, więc mozaika przepisów stanowych pozostaje jedyną obowiązującą warstwą ochrony.
Jak chronić głos w praktyce
Dla muzyków — nie tylko gwiazd, ale i studyjnych wokalistów, lektorów czy podkładowych śpiewaków — praktyczne wnioski są wymierne. Umowy o wykorzystanie nagrań powinny wprost regulować, czy i na jakich zasadach próbki głosu mogą służyć trenowaniu modeli; milczenie umowy bywa interpretowane na korzyść strony technologicznej. Wykonawcy coraz częściej rejestrują swoje nagrania i sygnatury brzmieniowe, by mieć dowód pierwszeństwa, a przy wykryciu podróbki skutecznym kanałem pozostaje zgłoszenie do platform streamingowych i mediów społecznościowych, które pod presją przepisów rozwijają procedury usuwania. Słuchaczom z kolei warto zachować zdrową nieufność wobec nagrań „gwiazd” krążących bez oficjalnego potwierdzenia — jak pokazał fałszywy duet Drake’a i The Weeknda, nawet profesjonalne serwisy potrafiły początkowo uwierzyć w maszynową mistyfikację.
Konkluzja: ustawa ELVIS to pierwszy raz, gdy amerykańskie prawo nazwało głos własnością człowieka w epoce jego masowej replikacji. Symboliczna nazwa okazała się trafna — jeśli maszyna może zaśpiewać jak ktokolwiek, jedyną realną ochroną artysty pozostaje litera prawa.