Praca domowa pisze się sama: dzieci delegują zadania chatbotom

Praca domowa pisze się sama: dzieci delegują zadania chatbotom

Jeszcze kilka lat temu zadanie domowe było samotną konfrontacją ucznia z lekcją, podręcznikiem i własną cierpliwością. Dziś pierwszy odruch coraz częściej wygląda tak: otwierasz czat i opisujesz problem. Chatbot nie narzeka, nie ocenia i odpowiada natychmiast — dlatego dzieci traktują go jak korepetytora bez godzin przyjęć, a czasem jak ghostwritera, który pisze cały wypracowanie od początku do końca.

Liczby, które mówią same za siebie

Skalę zjawiska mierzy regularnie amerykański ośrodek Pew Research Center. W badaniu opublikowanym w styczniu 2025 roku 26 procent nastolatków w wieku od 13 do 17 lat przyznało, że korzystało z ChatGPT do prac szkolnych — dwukrotnie więcej niż rok wcześniej, gdy był to 13 procent. Kolejny raport tego ośrodka, ogłoszony w lutym 2026 roku na podstawie ankiety przeprowadzonej jesienią 2025 roku wśród 1458 nastolatków wraz z ich rodzicami, pokazał, że ponad połowa młodych ludzi używała już chatbotów do pomocy w pracy domowej, a co dziesiąty robi z ich pomocą wszystko albo większość zadań. Około sześciu na dziesięciu nastolatków twierdzi przy tym, że uczniowie w ich szkole oszukują z pomocą sztucznej inteligencji przynajmniej okazjonalnie.

Polskie dane wyglądają podobnie. Jak pisała „Rzeczpospolita” w kwietniu 2024 roku, ankieta Społecznego Towarzystwa Oświatowego wykazała, że aż 60 procent licealistów posiłkuje się sztuczną inteligencją przy zadaniach domowych, a co czwarty użytkownik takich narzędzi sięga po nie przynajmniej raz w tygodniu. Najczęściej dotyczy to języka polskiego, czyli właśnie pisania wypracowań. Dyrektor Instytutu Badań Edukacyjnych Maciej Jakubowski ocenił wtedy wprost, że założenie, iż uczeń sam wykonuje pracę domową, jest już nieaktualne.

Dlaczego to podkopuje naukę

Praca domowa nigdy nie była tylko produktem do oddania — jej wartość tkwi w procesie: w szukaniu słów, walce z zadaniem matematycznym, poprawianiu własnych błędów. Chatbot ten proces skraca do jednego prompta. Uczeń dostaje gotowy, poprawny tekst bez wysiłku, a nauczyciel widzący dobry rezultat nie ma jak odróżnić wyuczonego myślenia od wypożyczonego. Powstaje iluzja kompetencji: uczeń czyta płynną odpowiedź i podświadomie zapisuje sobie, że takie rzeczy potrafi napisać, choć nigdy tego nie ćwiczył.

Długofalowo grozi to atrofią umiejętności, które wymagają powtarzalnego treningu: konstruowania dłuższej wypowiedzi, krytycznej oceny informacji, wytrwałości przy trudnym problemie. Polskim echem tych obaw jest raport NASK „GSI w polskiej szkole. Przecieranie szlaków”, zaprezentowany w czerwcu 2025 roku na podstawie reprezentatywnej próby 995 nauczycieli klas od czwartej do ósmej. Aż 81 procent pedagogów uznało za prawdopodobne, że młodzież uzależni się od generatywnej sztucznej inteligencji, a wśród zagrożeń wymieniano prace domowe wykonywane bez oznaczenia użycia AI oraz osłabienie krytycznego myślenia i samodzielności.

Nowa mapa nierówności

Paradoksalnie technologia, która obiecywała demokratyzację nauki, może pogłębiać różnice. Z lutego 2026 roku badania Pew wynika, że czarnoskórzy i latynoscy nastolatkowie częściej niż biali deklarowali wykonywanie większości zadań z pomocą chatbota i częściej oceniali te narzędzia jako bardzo pomocne. Jeśli część uczniów ćwiczy myślenie, a inna część deleguje je maszynie, rozjazd kompetencji będzie rósł — i to dokładnie w grupach, które edukacja ma najbardziej wspierać.

Nauczyciele reagują, jak mogą. W relacjonowanej przez „Rzeczpospolitą” ankiecie pedagodzy przyznawali, że nie widzą sensu sprawdzania wypracowań wygenerowanych przez AI i wolą pisanie na lekcji, pod okiem. Zauważano też, że skoro prace domowe przestały wiarygodnie świadczyć o wiedzy, rośnie znaczenie sprawdzianów i odpowiedzi ustnych — a to dla wielu uczniów dodatkowe źródło stresu.

Jak postawić granicę

Całkowity zakaz jest iluzoryczny: narzędzia są darmowe, dostępne z telefonu i społecznie akceptowane. Sensowniejsza wydaje się droga środkowa, którą próbują opisywać zarówno amerykańskie szkoły tworzące polityki korzystania z AI, jak i polskie rekomendacje — autorzy raportu NASK apelują o szkolenia nauczycieli, programy kompetencji cyfrowych dla uczniów i jasne zasady etyczne ustalone na poziomie każdej szkoły. W praktyce oznacza to między innymi: określenie, przy jakich zadaniach AI wolno, a przy których nie; traktowanie chatbota jako pytającego korepetytora zamiast autora gotowców; ocenianie procesu przez wersje robocze i kartkówki w klasie oraz otwartą rozmowę rodziców z dzieckiem o tym, gdzie kończy się pomoc, a zaczyna oddanie myślenia.

Technologia nie wróci do butelki, a zakazywanie jej siłą będzie tylko uczyć dzieci ukrywania. Prawdziwe pytanie brzmi więc nie „jak zablokować”, ale „czego uczyć”: jeśli szkoła i dom wyjaśnią, że praca domowa jest treningiem mózgu, a nie dokumentem do złożenia, sztuczna inteligencja zostanie tym, czym powinna być — narzędziem, a nie autorem dziecięcej edukacji.

Więcej w tym temacie

Czytaj dalej

Fajny filtr, poważne dane: biometria dzieci w aplikacjach rozrywkowych

Fajny filtr, poważne dane: biometria dzieci w aplikacjach rozrywkowych

AI prey: aplikacje nudification i prywatność dzieci w dobie generowanych obrazów

AI prey: aplikacje nudification i prywatność dzieci w dobie generowanych obrazów

Wielka Brytania rusza na AI child abuse: raporty wzrosły ponad dwukrotnie w rok

Wielka Brytania rusza na AI child abuse: raporty wzrosły ponad dwukrotnie w rok

Drapieżnicy w sieci: rola sztucznej inteligencji w groomingu dzieci

Drapieżnicy w sieci: rola sztucznej inteligencji w groomingu dzieci