Martwy internet: czy większość sieci już piszą maszyny?

Martwy internet: czy większość sieci już piszą maszyny?

Konspiracja z zapomnianego forum

Teoria martwego internetu narodziła się w mrocznych zakątkach sieci, a nie na salach konferencyjnych firm technologicznych. Pierwsze anonimowe wpisy na jej temat pojawiły się około 2019 roku na serwisie Wizardchan oraz tablicy /x/ portalu 4chan, jednak za tekst założycielski uchodzi wątek opublikowany 5 stycznia 2021 roku przez użytkownika o pseudonimie IlluminatiPirate na forum Agora Road’s Macintosh Cafe. Autor twierdził w nim, że internet faktycznie „umarł” kilka lat wcześniej, a większość aktywności online generują boty sterowane algorytmami, część wersji teorii dodawała do tego spisek państwowy wymierzony w ludzkość.

Przez długi czas wszystko to brzmiało jak fabuła niskobudżetowego filmu science fiction. Sytuację zmienił artykuł opublikowany pod koniec lata 2021 roku w „The Atlantic”, który przybliżył teorię szerszej publiczności. Od tego momentu dyskusja przestała dotyczyć wyłącznie internetowych subkultur: zaczęto pytać, ile w tej wizji przeczucia, a ile twardych danych. Odpowiedź, jak pokazują kolejne lata, okazała się mniej oczywista, niż zakładali pierwsi debunkerzy.

Boty przejmują ruch sieciowy

Najmocniejszym argumentem zwolenników teorii stały się raporty o ruchu automatycznym. Zgodnie z dorocznym opracowaniem Imperva Bad Bot Report za rok 2024, po raz pierwszy od dekady automatyczny ruch przekroczył aktywność ludzi i stanowił 51 procent całego ruchu sieciowego. Autorzy raportu wiążą ten przeskok bezpośrednio z upowszechnieniem modeli językowych, które radykalnie obniżyły próg wejścia w tworzenie botów. Szkodliwe aplikacje automatyzujące odpowiadały już za 37 procent ruchu, w porównaniu z 32 procentami rok wcześniej — to szósty z rzędu rok wzrostu, a sama firma blokowała w skali roku kilkanaście bilionów podejrzanych żądań.

Liczby te nie dowodzą oczywiście, że internet jest „martwy”. Znaczna część automatyki pełni pożyteczne funkcje: indeksuje strony, monitoruje awarie, pobiera dane pogodowe. Nie sposób jednak pominąć faktu, że granica między ruchem ludzkim a maszynowym została po raz pierwszy w historii sieci przekroczona nie na korzyść ludzi.

Farmy treści na skalę przemysłową

Drugim filarem dawnego przeczucia są dziś farmy publikacji generowanych automatycznie. Według firmy NewsGuard, która śledzi ten zjawisko od momentu eksplozji narzędzi generatywnych, identyfikowała ona na początku 2026 roku blisko 3,8 tysiąca witryn produkujących dziesiątki tekstów dziennie bez jakiejkolwiek redakcji, w kilkunastu językach. W komunikacie o uruchomieniu systemu wykrywania takich stron NewsGuard podał, że liczba ta ponad dwukrotnie wzrosła w ciągu roku i przyrasta o trzysta–pięćset nowych domen miesięcznie. Model biznesowy bywa banalnie prosty: tanie teksty przyciągają programatyczne reklamy, a jak wykazały wcześniejsze analizy, na takich witrynach w ciągu dwóch miesięcy wyświetlało się reklamy ponad sto czterdzieści znanych marek.

Problem nie ogranicza się do chciwości. W tym samym zestawieniu NewsGuard wskazał kilkaset stron powiązanych z prorosyjską operacją wpływów Storm-1516, które udają lokalne gazety w Europie i Stanach Zjednoczonych. Jak pisał Bloomberg, nawet Meta otwarcie maluje wizję przyszłości, w której sztuczna inteligencja współtworzy istotną część wpisów na Facebooku i Instagramie. To już nie konspiracja z forum — to strategie deklarowane przez największe platformy.

Co to oznacza dla ludzi

Skutki odczuwają wszyscy użytkownicy sieci. Wyszukiwarki zalewają śmieciowe strony kopiujące siebie nawzajem, recenzje produktów piszą maszyny, a wiralowe wpisy na forach bywają elementem skoordynowanych kampanii. Narasta ryzyko błędnego koła: modele trenowane na materiałach stworzonych częściowo przez inne modele będą mnożyć własne zniekształcenia, a człowiek zamieni się z autora w biernego obserwatora. Dla niezależnych wydawców i lokalnych redakcji oznacza to dodatkowo erozję przychodów reklamowych, które odpływają na strony-pustyńki.

Regulacje nadążają z trudem

Unia Europejska próbowała odpowiedzieć na to zjawisko przepisami. Od sierpnia 2026 roku obowiązuje art. 50 aktu o sztucznej inteligencji, który zobowiązuje dostawców systemów generatywnych do oznaczania syntetycznych materiałów znacznikami czytelnymi dla maszyn, a tych, którzy je publikują — do jednoznacznego etykietowania deepfake’ów oraz tekstów na tematy interesu publicznego, jeśli nie przeszły one redakcji człowieka. Komisja Europejska opublikowała w związku z tym wytyczne oraz dobrowolny kodeks postępowania, choć za starsze systemy przewidziano okres przejściowy do końca 2026 roku. Egzekwowanie przepisów wobec anonimowych farm z serwerów poza Unią pozostaje jednak wątpliwe.

Na poziomie indywidualnym ochrona wygląda staroświecko: sprawdzanie źródła informacji, preferowanie redakcji ponoszących odpowiedzialność za publikacje, dystans wobec wiralów bez autorów i dat. Pomagają też narzędzia weryfikujące, czy dana domena nie figuruje w bazach stron nierzetelnych.

Internet nie umarł, ale zmienia właściciela

Teoria martwego internetu jako całość pozostaje konspiracją — nie ma dowodów na skoordynowany spisek państwowy. Jej pierwsza, mniejsza teza okazuje się jednak coraz trafniejsza: udział maszyn w tym, co czytamy, rośnie szybciej niż zdolność odbiorców do odróżnienia ich pracy od ludzkiej. Pytanie nie brzmi już, czy internet umarł, lecz kto — i w czyim interesie — będzie go dalej pisał.

Więcej w tym temacie

Czytaj dalej

Koniec ery CAPTCHA: boty rozwiązują testy Turinga lepiej niż ludzie

Koniec ery CAPTCHA: boty rozwiązują testy Turinga lepiej niż ludzie

Farmy botów wracają do wyborów: raporty o operacjach wpływu generowanych przez AI

Farmy botów wracają do wyborów: raporty o operacjach wpływu generowanych przez AI

Ludzie, którzy nie istnieją: sieci fałszywych profili zawodowych

Ludzie, którzy nie istnieją: sieci fałszywych profili zawodowych

Deepfake w sądzie: gdy fałszywe nagranie staje się dowodem

Deepfake w sądzie: gdy fałszywe nagranie staje się dowodem