Dwudolara godzina: pracownicy duchy stojący za modelami AI

Dwudolara godzina: pracownicy duchy stojący za modelami AI

Człowiek po niewidzialnej stronie ekranu

Chatbot odpowiada grzecznie, generator obrazów unika makabry, asystent głosowy nie wygłasza obscenicznych zdań. Wydaje się, że to zasługa samej technologii. Tymczasem za każdą z tych zdolności stoi ludzka robota: ktoś musiał przeczytać tysiące najbardziej toksycznych fragmentów internetu i opisać je etykietami, żeby maszyna nauczyła się ich unikać. Pracowników tych nazywa się dziś duchowymi — widoczni są tylko ich efekty, nigdy oni sami. Ich historia pokazuje, że obietnica sztucznej inteligencji dla całej ludzkości ma także drugą, mniej chwytliwą stronę bilansu.

Skala tego sektora jest ogromna. Australijska firma Appen szczyci się milionem współpracowników z ponad stu siedemdziesięciu krajów, a według analizy WIRED globalny rynek zbierania i etykietowania danych był wart ponad dwa miliardy dolarów w 2022 roku, z prognozą wzrostu do kilkunastu miliardów na początku następnej dekady. To nie anegdota, lecz przemysł o rozbudowanych łańcuchach podwykonawstwa, sięgających Wenezueli, Filipin, Indii czy obozów uchodźców w Kenii i Libanie.

Reportaż, który obnażył stawki

Przełom nastąpił w styczniu 2023 roku, gdy czasopismo Time opublikowało śledztwo o pracy firmy Sama dla OpenAI. Na podstawie setek stron dokumentów, list płac i rozmów z pracownikami dziennikarze ustalili, że kenijscy pracownicy etykietujący dane czytali dziesiątki tysięcy fragmentów tekstu opisujących sceny wykorzystywania dzieci, tortur, zabójstw i samobójstw, by trenować filtr toksyczności, który trafił później do ChatGPT. Wynagrodzenie na rękę wynosiło od około jednego dolara trzydzieści dwa centów do dwóch dolarów za godzinę, podczas gdy OpenAI płaciło firmie dwanaście i pół dolara za godzinę pracy każdego pracownika. Młodsi pracownicy etykietujący dane zarabiali podstawowo około stu siedemdziesięciu dolarów miesięcznie plus siedemdziesięciu dolarów premii za kontakt z treściami jawnymi.

Czterej przesłuchani pracownicy opisywali trwałe ślady psychiczne. Jeden z nich mówił o nawracających obrazach po przeczytaniu drastycznego opisu pedofilii i nazywał tę pracę torturą. Sesje z doradcami ds. dobrostanu były, jak twierdzili, rzadkie i prowadzone grupowo, mimo próśb o spotkania indywidualne. Współpraca Samy z OpenAI zakończyła się wcześniej niż planowano, po tym jak pilotażowe zamówienie partii obrazów — w tym materiałów oznaczonych wewnętrznie jako treści przedstawiające wykorzystywanie dzieci — doprowadziło firmę do zerwania wszystkich umów. Samo Sama, reklamujące się jako przedsiębiorstwo „etycznej sztucznej inteligencji”, broniło stawek argumentując, że przekraczają one lokalne płace minimalne.

Miliony ludzi w łańcuchu dostaw

Problem nie kończy się na jednym kontrakcie. Badacze z oksfordzkiego projektu Fairwork ocenili piętnaście platform mikrozleceń, na których firmy AI zatrudniają wykonawców, i stwierdzili, że żadna nie spełnia nawet podstawowych standardów uczciwej pracy: najlepsze zdobyły maksymalnie pięć punktów na dziesięć, a cztery nie zdobyły żadnego. Po uwzględnieniu czasu spędzonego bezpłatnie na szukaniu zleceń i zdawaniu testów średnia godzinówka badanych pracowników wyniosła około dwóch dolarów piętnastu centów.

WIRED opisał los absolwentek wenezuelskich uniwersytetów etykietujących zdjęcia za grosze za zadanie — przy dostępności zleceń miesięczny dochód ledwie zbliżał się do lokalnej płacy minimalnej, a kobieta przyklejona do laptopa przez osiemnaście godzin dziennie polowała na zadania pojawiające się o drugiej w nocy. Inny pracownik nazwał ten układ cyfrowym niewolnictwem. Firmy odpowiadają zwykle, że elastyczność i lokalne stawki są dla wielu ludzi jedyną drogą do dochodu — i to również bywa prawdą, co czyni problem jeszcze bardziej zakorzenionym.

Pierwsze standardy i realna presja

Zmiana przychodzi powoli, ale przychodzi. Fairwork opracował zestaw zasad dotyczących płacy, warunków, umów, zarządzania i reprezentacji zbiorowej, a kolejne oceny zaczynają różnicować rynek: w najnowszym audycie filipińskich operacji Appen otrzymała cztery punkty na dziesięć, wprowadziwszy między innymi rozszerzone wsparcie psychologiczne dla moderatorów i zniesienie oprogramowania monitorującego ekrany. Presję budują też regulacje europejskie dotyczące należytej staranności w łańcuchach dostaw oraz coraz głośniejsze związki zawodowe — to właśnie one nagłośniły sprawę zerwania przez Google wielomilionowego kontraktu z Appen, wskazując kruchą pozycję duchowych pracowników.

Konsumenci mają mniejsze pole manewru, niż mogłoby się wydawać, ale nie są bezradni. Warto wybierać narzędzia firm, które publikują informacje o warunkach pracy w swoich łańcuchach dostaw, wspierać organizacje badające te praktyki i pamiętać, że „automatyzacja” zawsze ma ludzkie nazwisko gdzieś na końcu procesu. Dziennikarskie śledztwa działają: bez rozgłosu ani Sama, ani OpenAI nie tłumaczyłyby się publicznie ze stawek i programów wsparcia.

Konkluzja

Dwudolara godzina to nie ciekawostka z raportu, lecz cena ukryta w każdym eleganckim okienku czatu. Modele językowe są tak bezpieczne, jak pozwolili na to ludzie, którzy je uczyli rozpoznawać zło — często kosztem własnego zdrowia psychicznego i za ułamek wartości, którą tworzą. Uczciwa przyszłość sztucznej inteligencji zacznie się wtedy, gdy jej łańcuchy dostaw przestaną być tajemnicą, a praca etykietowania zostanie potraktowana jak zawód, a nie nowoczesna forma pańszczyzny.

Więcej w tym temacie

Czytaj dalej

Zwolniony przez algorytm: gdy aplikacja decyduje o utracie zarobków

Zwolniony przez algorytm: gdy aplikacja decyduje o utracie zarobków

Centrala bez ludzi: automatyzacja obsługi klienta i jej koszt

Centrala bez ludzi: automatyzacja obsługi klienta i jej koszt

Kandydat, którego nie ma: deepfake w rozmowach o pracę

Kandydat, którego nie ma: deepfake w rozmowach o pracę

Atrofia umiejętności: czy piloci i programiści zapomną swojego fachu?

Atrofia umiejętności: czy piloci i programiści zapomną swojego fachu?