Algorytm szefem. OECD policzyła, jak powszechne stało się algorytmiczne zarządzanie pracownikami
Kiedy myślimy o nadzorze nad pracownikami, wyobrażamy sobie kamery w magazynie albo licznik kliknięć przy biurku. Tymczasem zjawisko ma znacznie szerszy zasięg i własną nazwę: algorytmiczne zarządzanie. To oprogramowanie — coraz częściej wsparte sztuczną inteligencją — które przejmuje po człowieku klasyczne funkcje kierownika: rozdziela zadania, pilnuje czasu i tempa pracy, ustala cele, nagradza i karze. Po raz pierwszy dysponujemy reprezentatywnymi danymi o tym, jak głęboko weszło ono do gospodarki.
Cztery na pięciu menedżerów
Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) przeprowadziła ankietę ponad sześciu tysięcy firm zatrudniających co najmniej dwudziestu pracowników w sześciu krajach: Stanach Zjednoczonych, Japonii, Francji, Niemczech, Włoszech i Hiszpanii. Wyniki opublikowane w lutym 2025 roku zaskoczyły samych badaczy. W Stanach Zjednoczonych 90 procent pytanych menedżerów potwierdziło, że ich firma korzysta z co najmniej jednego narzędzia do instruktażu, monitorowania lub oceny pracowników. Średnia dla krajów europejskich objętych badaniem wyniosła 79 procent. Jedynie Japonia, z 40 procentami, wydaje się jeszcze ostrożna.
Rozbieżności rosną wraz z inwazyjnością narzędzi. Podstawowy monitoring czasu pracy stosuje 88 procent amerykańskich firm, ale już tylko 44 procent europejskich. Oprogramowanie mierzące tempo pracy — 72 procent w USA wobec 15 procent w Europie. A najczulsze miejsce tej ankiety dotyczy treści rozmów: 55 procent firm w USA monitoruje treść i ton rozmów głosowych oraz e-maili własnych pracowników. W Europie robi to 6 procent firm, w Japonii 8.
Co to robi z ludźmi
Sama skala nie byłaby problemem, gdyby nie udokumentowane skutki. Amerykański Urząd Odpowiedzialności Rządowej (GAO), analizując ponad sto dwanaście badań o wysokiej jakości metodologicznej w raporcie z września 2025 roku, zestawił dowody w jednym punkcie: cyfrowy monitoring produktywności wywołuje u pracowników presję tempa i poczucie utraty kontroli nad własną pracą. Ludzie skracają przerwy, by sprostać metrykom, co nasila napięcie i pogarsza zdrowie psychiczne. Co gorsza, wady samego systemu pomiaru — źle zaprojektowane wskaźniki — potrafią bezpośrednio przekładać się na niesprawiedliwe oceny okresowe.
Do tego dochodzi kwestia zaufania, którą dostrzegają nawet sami wdrażający. W badaniu OECD ponad jedna czwarta menedżerów przyznała, że narzędzia algorytmicznego zarządzania niewystarczająco chronią fizyczne i psychiczne zdrowie pracowników, a podobna grupa wskazała na problematyczną odpowiedzialność: gdy decyzję sugeruje algorytm, trudno ustalić, kto ją ponosi.
Luka regulacyjna
Prawo goni technologię. W Unii Europejskiej ramy istnieją — ochrona danych, dyrektywa o przezroczystych warunkach pracy, wchodzący w życie akt o sztucznej inteligencji — ale badanie wykonane dla parlamentarnej komisji zatrudnienia wskazuje, że żaden unijny akt nie nakłada na pracodawców obowiązków specyficznych dla nadzoru sterowanego AI, takich jak ograniczenie wyznaczanego przez maszynę tempa pracy. Szacunki zawarte w tym opracowaniu przewidują, że ekspozycja pracowników UE na algorytmiczne zarządzanie wzrośnie z około 42 do ponad 55 procent w średnim terminie.
Zjawisko widać też po drugiej stronie Atlantyku — tyle że w odwrotnym ruchu. Departament Pracy USA opublikował jesienią 2024 roku dobre praktyki dla pracodawców stosujących cyfrowy nadzór z komponentem AI: nadzór ludzki, przejrzystość wobec pracowników, możliwość poprawienia danych. W styczniu 2025 roku dokument zniknął ze strony resortu.
Nadzór, którego nikt nie ogłasza
Najbardziej niepokojącym wnioskiem z danych OECD jest cichy charakter tego procesu. Firmy wdrażają systemy monitoringu i oceny bez wielkich deklaracji, a część pracowników — jak odnotowują badania przytaczane przez parlamentarnych ekspertów — w ogóle nie wie, że jest zarządzana przez algorytm, nie mając przy tym możliwości wglądu w zbierane o sobie dane. Tymczasem granica między „mierzeniem efektywności” a stałą inwigilacją sprowadza się do jednego pytania: czy człowiek wie, kto i po co go obserwuje. Dziś w zbyt wielu miejscach odpowiedź brzmi: nie wie.